Drugi podbródek: zacznij od szyi, nie od diety
„Schudłam, a podbródek został” — to jedno ze zdań, które słyszę najczęściej. I właśnie dlatego warto powiedzieć to wprost: drugi podbródek tylko czasem jest kwestią wagi. Znacznie częściej to efekt tego, jak trzymamy głowę, jak oddychamy i jak krąży limfa w okolicy szyi.
Okolica pod żuchwą to skrzyżowanie trzech rzeczy naraz. Płaski mięsień szyi (platyzma) i mięśnie dna jamy ustnej tracą napięcie, gdy godzinami patrzymy w telefon z głową wysuniętą do przodu. Przednia część szyi się skraca, a tkanki pod brodą zostają bez podparcia. Do tego dochodzi zastój limfy — okolica podżuchwowa to jeden z głównych węzłów drenażu twarzy, więc gdy przepływ zwalnia, obrys od razu się zaciera.
Dlatego w pracy z podbródkiem nigdy nie zaczynam od podbródka. Zaczynam niżej: od obojczyków, mostka i szyi — udrażniam drogi odpływu i rozluźniam powięź, która ściąga tkanki w dół. Dopiero potem wchodzę w dno jamy ustnej, żuchwę i sam kontur. W odwrotnej kolejności praca nie ma dokąd „spłynąć”.
Uczciwie o efektach: pierwsza wizyta daje przede wszystkim lekkość i wyraźniejszą linię żuchwy — to głównie drenaż. Trwalsza zmiana obrysu buduje się w serii, a między wizytami pomaga jedna prosta rzecz: ustawienie głowy nad barkami, nie przed nimi. Facemodeling nie zastąpi chirurgii tam, gdzie jest duży nadmiar skóry — ale w większości przypadków, które widzę w gabinecie, problemem nie jest skóra, tylko napięcie i zastój.